You have one life does not loose it.!
[Masz jedno życie, czy nie zmarnuj go.!]
,,To, że masz wady nie oznacza, że nie są one piękne" - Zayn Malik
Próbowałam się tego trzymać ale w moim życiu, każdy próbował wybić mi to z głowy.Nazywam się Scarlet Jennson, moi rodzice umarli gdy miałam 7 lat dosłownie tydzień po moich urodzinach.
Potem opiekowała się mną babcia, zawsze mogłam wszystko jej powiedzieć, wyżalić się.
Umarła w nocy w moje 18 urodziny, wtedy zostałam już sama.
Ranek. Promienie słońca przebijały się przez rolety, waliły w moje oczy nie dając mi spać dłużej.
Z niechęcią wstałam, wygrzebałam z szafki to . Poszłam do łazienki ubrałam się i ogarnęłam.
Mozolnie zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni.Miałam ochotę na naleśniki z owocami, zabrałam się za ich robotę. [efekt końcowy] Wyglądały przepysznie. Siadłam przy stole i zaczęłam je konsumować. Choć wyszły mi i były przepyszne, nie miałam dobrego humoru dziś mijała rocznica śmierci mojej babci.
Zawsze robiła mi takie naleśniki na śniadanie, bardzo mi jej brakuje sama w tak wielkim domu bywa smutno.
[Włącz TO] Po śniadaniu wybrałam się na cmentarz. Wyszłam z domu, szłam alejkami szurając o kostkę.
Wstąpiłam do sklepu kupiłam znicz. Szłam przez cmentarz jedne łzy nadpływały mi do oczu, drugie już spływały po policzkach. Doszłam na grób babci. Opadłam na ziemię zaczęłam płakać, przez głowę przelatywały mi wszystkie wspomnienia, nie mogłam tego powstrzymać. [Stop muzyka !] W tej chwili usłyszałam głos za sobą.
- Beksa lala, co się stało babunia ci umarła- mówiła drwiąco Samanta.
Zaczęła się śmiać a z nią jej adorujący tłum.
- I co nic nam nie odpowiesz? , tchórzliwa bekso.- zaczynała znowu Sam
Jakiś chłopak wyciągnął pięść by mi przywalić, ale nic nie poczułam, otworzyłam oczy i ujrzałam loczkowanego bruneta z zielonymi oczami trzymającego tego chłopaka.
- Zostaw ją ! - powiedział zielonooki nieznajomy
- Bo co mi zrobisz. ? - spytał chłopak
- Bo dam ci porządną lekcje - odpowiedział brunet.
- A proszę.
- Hola, Hola chłopaki bo jeszcze ktoś wezwie policje, nie na cmentarzu.-zatrzymała ich Sam
- Tym razem ci się upiekło- powiedział tamten chłopak
I odeszli.
-Nic ci nie jest- zapytał nieznajomy
-Nie teraz już wszystko w porządku-odpowiedziałam
- Jestem Harry - powiedział brunet
- Miło mi jestem Scarlet
- Może pójdziemy na lody.- zaproponował Harry
- W sumie co mi szkodzi - zgodziłam się
- To super, bo znam fantastyczną lodziarnię, choć. - powiedział uradowany Harry
Harry pomógł mi wstać, staliśmy na przeciw siebie, patrzyłam mu prosto w oczy on robił to samo.
Trwaliśmy tak w bez ruchu. Nagle postanowiłam to przerwać.
- Emm...to co idziemy na te lody. - przerwałam
- Tak, ...tak.
Szliśmy przez park jedząc już lody, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Poczułam, że wreszcie mam kogoś komu mogę wszystko powiedzieć, że wreszcie nie jestem sama.
- A twoi rodzice gdzie pracują. ?- zapytał Harry
- Moi rodzice......nie żyją, ....marli gdy miałam 7 lat. - odpowiedziałam.
-O jej przepraszam nie wiedziałem- tłumaczył się Hazz.
- Nic się nie stało. - powiedziałam.
- To z kim mieszkasz. ? - zapytał.
- Sama, od roku już sama, ale proszę skończy już ten temat. - poprosiłam.
- Dobrze. - zgodził się zielonooki.
- Wiesz robi się późno powinnam już iść. - oznajmiłam.
- Odprowadzę cię. - zaproponował Harry
Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam.
Ten odcinek drogi szliśmy w milczeniu. Wreszcie staneliśmy pod moim domem.
- To już tu.Wiesz dziękuję, świetnie się bawiłam.- powiedziałam
- Ja też, dasz mi swój numer. - poprosił Hazz
- Jasne 437283729280 - zgodziłam się
- To cześć.- porzegnał się Harry
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam.
Weszłam do domu. Czułam coś dziwnego w sercu, wreszcie od tylu lat poczułam radość.
Oto 1 część mojego opowiadania. Komentujcie to zachęca do pisania. Mam nadzieję, że się podoba, wiem, że na razie krótkie ale akcja się rozwinie i będą dłuższe części. <3



